Czy korek to samo zło? Czy ćwiczenia z korkiem szkodzą zamiast pomagać?

Czy korek to samo zło? Czy jego stosowanie tylko szkodzi? Dlaczego niektórzy cały czas namawiają na ćwiczenia z użyciem korka, a inni stanowczo je odradzają? I po co właściwie ćwiczyć z korkiem w ustach? Ćwiczenia z korkiem, kiedyś bardzo popularne, w ostatnich latach nie cieszą się jednak dobrą opinią. Wśród logopedów, trenerów, nauczycieli zdania są podzielone. Chcę Wam przedstawić kilka faktów, moją opinię na ten temat i może trochę odczarować pracę z korkiem.

Ćwiczenia z korkiem umieszczonym między zębami pojawiły się w nawiązaniu do ćwiczeń Demostenesa, wybitnego greckiego mówcy, „człowieka z kamieniami ustach”. Choć nie urodził się z pięknym i silnym głosem – nie poddał się. Cierpliwie i wytrwale go ćwiczył wkładając kamienie w usta, by mówić wyraźniej. Co więcej przekrzykiwał fale, by wzmocnić swój głos. Tak mówi legenda. W tamtych czasach i przez wieki ćwiczyliśmy swój głos ucząc się od innych, przekazując wiedzę z pokolenia na pokolenie, szukając nowych sposobów, ale licząc bardziej na intuicję, wyobraźnię i odczucia pojawiające się w ciele niż opierając się na odkryciach nauki. Ja uczyłam się tego od wybitnych specjalistów, Ci od swoich mistrzów. W ostatnich latach uległo to bardzo dużym przemianom.

Przez dwadzieścia lat mojej pracy takich zwrotów akcji w pracy nad głosem pojawiło się już wiele. To dobrze, bo w końcu nauka pozwala nam podejrzeć, co dzieje się w ciele, gdy mówimy, śpiewamy. Pomaga nam zrozumieć oraz wytłumaczyć zachodzące zjawiska. Pojawiły się nowe szkoły, nowe ćwiczenia, nowe źródła wiedzy oraz bardziej naukowe niż intuicyjne podejścia do pracy głosem. To wspaniałe. Jedyne, co dla mnie jest trudne do przyjęcia, to sposób, w jaki się o tym mówi. Rzadko z szacunkiem, częściej osądzając i krytykując się wzajemnie.

Boom na ćwiczenia z korkiem można było zauważyć, gdy pojawiły się nowe kanały komunikacji, kursy i filmiki na youtubie pokazujące cudowne działanie korka na naszą dykcję.

Mit korka jako ćwiczenia rozwiązującego wszystkie problemy z wymową narobił dużo szkody. Nagle to, co miało pomóc usprawnić mięśnie stało się najlepszym lekarstwem na szczękościsk czy wady wymowy. (?!)

Często nie tylko tam, ale i podczas warsztatów czy konsultacji widziałam i obserwuję, że ćwiczymy z korkiem w sposób, który przeszkadza w artykulacji zamiast ją wzmacniać i nadmiernie obciąża narząd żucia. Po pierwsze – korek jest włożony pionowo (?), co prowadzi do nienormatywnego rozwierania szczęk i naraża nas na kontuzję. Druga sprawa – zaciskamy na nim szczęki, co widać ( i na pewno czuć) – korek ma głębokie ślady po wgryzaniu się w niego, kruszy się. I kolejna rzucająca się w oczy nieprawidłowość to wkładanie korka głęboko do jamy ustnej, co blokuje język i cofa głos do gardła (a to skutkuje jego nadwyrężenie). A do tego minimalna praca warg i języka, zamiast solidnej pracy mięśni.

Jaki efekt mają dać ćwiczenia z korkiem?

Mają rozluźnić napięte mięśnie twarzy (przede wszystkim żwacze) i usprawnić mięśnie artykulacyjne – głównie wargi i język, co przekłada się na bardziej swobodne opuszczenie żuchwy, daje efekt lekkości, luźnego otwarcia żuchwy, większej swobody artykulacyjnej i przestrzeni rezonacyjnej.

Mogą zatem zwiększyć słyszalność głosu, wydobyć z niego więcej brzmień, dać mu więcej przestrzeni.

Mają zmobilizować mięśnie do precyzyjnej pracy, wyraźnego mówienia.

Czy tak jest?

Nie do końca. Bo ćwiczenia te są wykonywane w dość niechlujny sposób. Nie wystarczy użyć korka, mamrotać pod nosem i czekać na cudowne efekty – nic takiego się nie stanie, gdy odpowiednio nie angażujemy mięśni. Język ma utrudnione zadanie, co wymaga większej uwagi artykulacyjnej, wargi muszą zacząć pracować bardziej intensywnie, jeśli mamy usłyszeć zmianę. Pracując z korkiem bez ukierunkowania energii i pracy mięśni można wypracować sobie świetne martwe wargi i leniwy język. Nie ma sensu tak ćwiczyć.

Nie, bo ćwicząc z korkiem, zaciskając korek siekaczami, wzmacniamy mięśnie odpowiedzialne za przywodzenie żuchwy i wprowadzamy napięcia w układzie ruchowym narządu żucia (URNŻ)

Nie, bo traktowanie ćwiczenia z korkiem jako jedynej drogi do poprawy wymowy, bez ćwiczeń rozluźniających ciało i narządy mowy, usprawniających narządy mowy i wymowę nie przyniesie oczekiwanego efektu.

Nie, bo według niektórych opinii mówienie z czymś między zębami to sytuacja sztuczna, która nie ma miejsca podczas fizjologicznego aktu mówienia.

Nie, bo powiększamy przestrzeń artykulacyjną niektórych głosek, co powoduje niepotrzebne napięcia i wysiłek oraz negatywnie wpływa na artykulację.

Nie, bo ćwiczenie z korkiem nie jest ćwiczeniem dla każdego.

Nie, bo zbyt długie ćwiczenie z korkiem, pozbawione elementu relaksacji mięśni, przesadny trening prowadzi do nadwyrężenia mięśni narządu żucia i aparatu głosowego.

Na czym opieramy nasze opinie?

Badania, na których – jak sądzę – opierają się wszystkie negatywne opinie o pracy z korkiem
(nie znalazłam innych, jeśli takie znacie, chętnie się z nimi zapoznam) to badania Barbary Sambor i wnioski przedstawione w artykule „Mówienie z tzw. szczękościskiem. Fakty i mity” z 2015 roku. Autorka pisze w nim:

„Ćwiczenia takie, jak mówienie z korkiem między zębami, powodują u wszystkich pacjentów — nie tylko tych cierpiących na zaburzenia u.r.n.ż. — stymulowanie mięśni przywodzących żuchwę (szczególnie, gdy podczas wykonywania ćwiczenia pacjent próbuje mówić — podejmuje wówczas próby zbliżenia zębów jak do artykulacji głosek dentalizowanych, każdorazowo uruchamiając
mięśnie przywodzące żuchwę); stosowane długoterminowo przynieść więc mogą efekt odwrotny do zamierzonego. W trakcie mówienia z korkiem wywierany jest długotrwały, niefizjologiczny nacisk na siekacze (w trakcie próby wykonania dentalizacji), który przez proprioceptory przyzębia przekłada się na wzrost napięcia całego układu. Dodatkowo korek, przytrzymywany zębami przy doprzednim ustawieniu żuchwy, powodować może nadmierne napięcie mięśnia skrzydłowego bocznego. Jedynym pozytywnym aspektem ćwiczenia z korkiem mogłoby być rozciągnięcie zewnętrznych partii mięśnia żwacza —ryzyko szkód jest jednak większe niż ewentualna korzyść, którą można osiągnąć innymi metodami (na przykład odpowiednio prowadzoną szynoterapią, powiązaną z terapią manualną, z wykorzystaniem technik relaksacyjnych)”.

Dość długo czekałam czy pojawią się kolejne badania dotyczące wpływu ćwiczeń ma narząd żucia i mowy lub ich efektywności. Nadal czekam, ale też szukam innych źródeł wiedzy. Jednak coraz większa wiedza z obszaru fizjoterapii i rehabilitacji, obserwacje własne, przekonują, że to bardzo delikatne struktury, którym możemy bardziej zaszkodzić niż pomóc ćwicząc z korkiem.

Prawdą jest, że odczujemy efekt rozluźnienia po ćwiczeniach z korkiem. Wynika to, jak tłumaczy autorka badania, z rozluźnienia zewnętrznej części mięśni żwaczy. W mięśniu żwaczu wyróżniamy część powierzchowną i głęboką, (a całkiem niedawno naukowcy odkryli jeszcze trzecią – warstwę dziobiastą mięśnia żwacza ).
Jest to więc efekt częściowy. Nie możemy zapomnieć, że za rozluźnienie tego obszaru odpowiadają także inne mięśnie i nasze stany emocjonalne.
W sytuacji, kiedy korzyści są częściowe, nietrwałe, a ich utrwalenie wymagałoby długiego, regularnego wysiłku narażamy się na przeciążenia i dysfunkcje stawów skroniowo-żuchwowych.

Opierając się na dostępnych badaniach i powiązaniach narządu żucia i mowy możemy wnioskować, że napięcia podczas pracy z korkiem będą wpływać na napięcia mięśni krtani, całego narządu żucia. W efekcie ćwiczenia z korkiem przyniosą odwrotny efekt, choć odczuwając zmianę po jego wyjęciu z ust, trudno w to uwierzyć.

Kolejne zastrzeżenie dotyczy wymowy grupy głosek w naszym języku, które wymagają domknięcia zębów – to tzw. głoski dentalizowane czyli sz, ż, cz, dż, s, z, c, dz, ś, ź, ć, dź. Trudno je wyartykułować zgodnie z zasadami prawidłowej wymowy, korek między zębami na to nie pozwala, a mięśnie i tak będą dążyły do kontaktu. Ćwiczymy nieprawidłowy sposób wymowy i trudno z tym dyskutować.

Nienaturalne jest również podczas ćwiczeń z korkiem utrzymywanie żuchwy w jednej, stałej pozycji. Fizjologicznie podczas mówienia nasza żuchwa pracuje, a przestrzeń artykulacyjna zmienia się w zależności od wypowiadanej głoski. Usztywnienie nie jest nam potrzebne i może wprowadzić dodatkowe napięcie w rejonie gardła i krtani. Te części są ze sobą ściśle powiązane.

Nawet gdyby korek był przez zęby tylko podtrzymywany, nagryzany z lekkością niewiele by to zmieniło. Trudno o taki stan, tym bardziej, że zmiany stylu życia (między innymi siedzący tryb życia, sposób karmienia od najmłodszych lat, pośpiech, stres) odbijają się także na tych częściach naszego ciała. To zęby i stawy skroniowo-żuchwowe przyjmują na siebie ciężar emocji i napięć. To na nich odbija się codzienny pośpiech, zdenerwowanie czy powstrzymywanie gniewu, cenzurowanie słów i odczuć. Stąd też dużo tu napięć, bólu i przeciążeń.

Coraz więcej osób ma zaburzenia postawy ciała i nieprawidłowe warunki zgryzowe. Zaciskamy szczęki nawykowo w ciągu dnia i nocy, zgrzytamy zębami, nawet o tym nie wiedząc.
Jeśli dodamy do tego zaciskanie szczęk podczas pracy nad głosem i wymową, to możemy zaszkodzić kondycji stawów skroniwo-żuchwowych. Kiedyś osoby z tymi zaburzeniami były wyjątkami, teraz wyjątek stanowią Ci, u których nie ma bólu, trzasków czy przeskakiwania, nieprawidłowej postawy czy wad zgryzu. W takiej sytuacji ćwiczenia z korkiem nie będą dobrym rozwiązaniem.

Jeśli spojrzymy na pracę z korkiem z innej strony, to możemy zauważyć, że…

Tak – korek daje efekt „wow”. Gdy wyciągamy go z ust, pojawia się lekkość, swoboda, głos przez chwilę brzmi zupełnie inaczej.

To nie żadne oszustwo czy czary. Uświadamia nam istnienie napięcia w okolicy żwaczy, pozwala uruchomić odczucia w ciele płynące z napięcia i rozluźnienia w okolicy stawów skroniowo-żuchwowych. Bywa, że ktoś pierwszy raz w życiu poczuje, jak bardzo napina mięśnie. Nie czuje tego na co dzień, nie zna, nie pamięta stanu rozluźnienia. Pojawia się silny, fizyczny bodziec, który ciało możne zauważyć i zapamiętać. I mamy też efekt psychologiczny – pojawia się przekonanie „mogę”, „potrafię”, „czuję”, „rozumiem”, „wiem o co chodzi”, wyraźny sygnał do mózgu, obraz, konkretne, a nie abstrakcyjne odczucie w ciele.

Tak, niektóre osoby odczują korzyści z ćwiczeń z korkiem. Jeśli chcemy poprawić pracę mięśni warg, usprawnić wymowę, a nie walczymy ze szczękościskiem uwarunkowanym np. skróconym wędzidełkiem języka albo zaburzeniami w stawie skroniowo-żuchwowym. Ale w świetle dostępnej nam wiedzy musimy być świadomi ryzyka, jakie te ćwiczenia ze sobą niosą. Fizjoterapeuci alarmują, że nawet jeśli dolegliwości stawu skronionwo-żuchwowego nie występują, to mogą się pojawić po ćwiczeniach z korkiem.

Używać czy nie używać?

Zdania na ten temat nadal są podzielone. Ja jestem na nie.

Od zawsze byłam przekonana, że to nie jest ćwiczenie dla każdego i nie u każdego je stosowałam. Choć je lubiłam głównie za te inne efekty, o których wspomniałam wyżej. Nie wkładałam korka nikomu na siłę do ust, bo to przecież „świetny i widowiskowy sposób na dykcję”.

Nigdy nie był on podstawą mojej pracy i moją czarodziejską różdżka. Tylko jednym z elementów, na jakimś etapie pracy, zgodnie z dostępną, aktualną wiedzą i trwającym nie dłużej niż kilka minut. Przez lata pracy zmieniała się nie tylko dostępna nam wiedza, ale też problemy, które występują u moich Pacjentów/ Klientów/ Uczniów. Dlatego z biegiem czasu i stosowane przeze mnie metody pracy ulegały zmianie.

Choć jeszcze kilka lat temu, wskutek braku innych doniesień naukowych dotyczących ćwiczeń z korkiem, przyglądałam się dyskusjom i ograniczałam używanie ćwiczeń z korkiem.

Uważam, że w sytuacji występowania jakichkolwiek zaburzeń pracy stawu skroniowo – żuchwowego, bólu, przesunięć żuchwy, trzeszczeń, nieprawidłowego zgryzu, nadmiernych napięć – nie możemy narażać stawów skroniowo-żuchwowych na dodatkowe obciążenie i dolegliwości. Ponieważ takie dolegliwości występują coraz częściej w naszym społeczeństwie i wśród osób pracujących głosem, kształcących głos – korek przestaje być bezpiecznym narzędziem w systematycznych treningach. Z tego względu też część moich materiałów została już jakiś czas temu skorygowana – zwłaszcza, że materiały te docierają do szerokiego grona odbiorców.

Teoretycznie jednorazowe, kilkuminutowe mówienie z korkiem nie powinno zaszkodzić, ale powtarzanie tej czynności, regularne jej stosowanie już tak. Wiara w to, że jest to szybka droga do lepszej dykcji także doprowadzić może do nieprawidłowości w pracy nad głosem i nieprzyjemnych zaburzeń w stawach skroniowo-żuchwowych, co będzie wpływało na funkcjonowanie aparatu głosowego.

Liczę na to, że niebawem dowiemy się więcej w tym temacie. Odpowiadając na pytanie, które postawiłam na początku – w świetle aktualnych badań w przypadku ćwiczeń z korkiem, ryzyko może przewyższyć korzyści.


Sambor B., Mówienie z tzw. szczękościskiem. Fakty i mity,w: Diagnoza i terapia zaburzeń realizacji fonemów, red. D. Pluta-Wojciechowska, 2015

Sambor B., Logopedyczne badanie młodych adeptów sztuki aktorskiej, w: „Logopedia Artystyczna”, pod red. S. Milewskiego i B. Kamińskiej, 2016

Moje socialmedia