Czytelnia

Ciało – to nic, że za dużo lub mało

Ciało – to nic, że za dużo lub mało
Ciało jest tym elementem, który ma nam pomagać w lepszym wydobywaniu dźwięków. Nie chodzi tu tylko o to, by emitowaniu dźwięków sprzyjała dobra postawa, ale również o to, by dobrze z nim się czuć. Dlatego też kilka chwil poświęćmy akceptacji naszego cielesnego Ja.

Ciało to część nas. Jeśli odrzucamy nasze ciało, odrzucamy siebie. Jesteśmy także ciałem i nie ważne czy mamy tu i ówdzie za dużo lub zbyt mało. Poprzez nie istniejemy w świecie.
Do swojego ciała mamy różny stosunek – od głębokiej nienawiści, poprzez tolerowanie jego niedoskonałości, akceptację po nadmierne uwielbienie. Nasze odczucia względem ciała odzwierciedlają nasze nastawienie do samego siebie i relacje z innymi.

„Akceptacja siebie oznacza polubienie całej swojej osoby i wyeliminowanie wszystkich nakazów kultury, które narzucają pewne kanony poprawności i nie pozwalają na tolerowanie swojego ciała, gdy zachowuje się ono inaczej, niż zalecają producenci kosmetyków. Nie oznacza to, że masz zachowywać się w jakiejś mierze ostentacyjnie, ale to, że możesz odnajdywać radość w lubieniu swojego ciała.” W. Deyer

Akceptacja swojego ciała, uznanie, że mimo iż nie jest takie jakbyśmy sobie wymarzyli, to jednak jest piękne, wartościowe i przez nas kochane. Ani nadmierne skupianie się na ciele ani brak dbałości o nie nie służą nam i temu, by dobrze wydobywać dźwięki. Ciało powinno być wolne od napięć i nadmiernych wymagań, ale zadbane i w dobrej formie. Tak, by czuło się przez nas kochane. Tak, byśmy czuli się w nim i z nim dobrze. Możemy nad nim pracować, doskonalić je, przez co również poczujemy się lepiej i bardziej zaprzyjaźnimy się z naszym cielesnym Ja.

Odrzucenie ciała, żądanie od niego by było takie jak to, które ma inny człowiek, powoduje, że wyzbywamy się siebie, zaczynamy się kontrolować i w efekcie spinać psychicznie i fizycznie. To oczywiście naszemu głosowi nie służy. Gorzej śpimy, gorzej oddychamy, źle się odżywiamy, blokujemy przepływ energii w ciele, odcinamy się od możliwości doświadczania. Jeśli nie lubimy własnego ciała, to nie lubimy samych siebie. Przestajemy odczuwać i jesteśmy mniej obecni w świecie.

Nieakceptowanie swojego ciała wpływa na całe nasze życie, podejmowane wybory. To, czy czujemy się pewnie z naszą cielesną powłoką czy nie może decydować o tym, czy korzystamy z szans, jakie pojawiają się przed nami. Skupiając się na defektach ciała zaczynamy traktować je jako sumę fragmentów, a nie całość, która emanuje pięknem.

Brak akceptacji ciała może wynikać z głodu miłości. Od pierwszych dni życia nasze ciało zapisuje to, czego doświadczamy, Jeśli w najmłodszych latach naszego życia nie otrzymaliśmy ciepłego dotyku, bliskości, jeśli wymagano od nas byśmy byli zawsze grzeczni, nie ubrudzili się przypadkiem, to nasze ciało może utracić naturalność, wolność i wdzięk. Możemy postrzegać je jako coś, co do nas nie należy lub stanie się ono obiektem obsesji doskonałości. Dotyk jest nam potrzebny nie tylko w dzieciństwie, ale przez całe nasze życie.

Krytyczne uwagi na temat naszego wyglądu usłyszane w ciągu życia również często do nas wracają i rozbrzmiewają w naszych głowach. Gdy zaakceptujemy siebie w pełni, nawet z niedoskonałym, może nawet chorym ciałem, żadne słowa innego człowieka nie będą w stanie podważyć naszej pewności siebie i zaufania do swojego ciała. Zbyt duże wymagania jakie stawiamy samym sobie odnośnie wyglądu a nawet wygórowane ambicje życiowe także mogą prowadzić do odrzucenia własnego ciała. Idealne ciało w naturze nie istnieje. Asymetria, coś, co postrzegamy w naszym ciele jako wadę, sprawia, że jesteśmy oryginalni, ciekawi dla innych. Operacje plastyczne wbrew pozorom wcale nie sprawiają, że nagle człowiek zaczyna akceptować swoje ciało. Operacja musi odbyć się przede wszystkim w naszym wnętrzu, w postrzeganiu siebie. To możemy zmienić.

Presja nieskazitelnego wyglądu kreowana przez media i koncerny farmaceutyczne również pozostawia ślad w naszej psychice. Porównywanie się z innymi – a szczególnie z wychudzonymi modelkami, sztucznie wykreowanymi w photoshopie celebrytami prowadzi do zaburzeń odżywania (anoreksji, bulimii, ortoreksji) i obniżenia samooceny.
Obsesyjne oglądanie siebie w lustrze, skupianie się na defektach urody, wmawianie sobie, że jest się brzydkim, gorszym, wstrętnym może prowadzić do zaburzeń spostrzegania zwanych dysmorfofobią. Osoby na nią cierpiące nie potrafią normalnie żyć. Boją się kontaktów z ludźmi i wielokrotnie w ciągu dnia spoglądają w lustro, przeglądają się w czym tylko się da, sprawdzając jak wyglądają. Przy każdej okazji potwierdzają, że wyglądają okropnie. Coraz bardziej zamykają się w sobie.

Niekochane, nieakceptowane, zablokowane ciało często broni się przed stawianymi mu przez nas wymaganiami, buntuje się– chcemy schudnąć, ale nie chudniemy wręcz tyjemy. Wałki tłuszczu chronią nas przed tym, czego się boimy. Podobnie gdy chcemy poprawić kondycję, zaczynamy uprawiać jakiś sport, narzucamy mu zbyt duże tempo i kontuzja gotowa. Gdy zmienia się nasze postrzeganie ciała, gdy uwalniamy je od napięć, gdy wyzwalamy ukrytą w nim energię i stajemy się bardziej świadomi własnego ciała – ciało zaczyna się zmieniać. Ciało wymaga, by traktować je z szacunkiem. Gdy tak się dzieje, staje się bazą do wszelkiego działania.

Gdy akceptujemy siebie, przestajemy tracić energię na narzekanie, użalanie się nad sobą i porównywanie. Ten czas i wysiłek warto przeznaczyć na rozwijanie siebie, rozwijanie talentów czy zadbanie o relacje z innymi ludźmi i z samym sobą. Piękno zewnętrzne powinno być odbiciem naszego wnętrza.

Głos i praca nad nim to moja pasja. Zajmuję się emisją i psychologią głosu, terapią zaburzeń głosu oraz prawidłową wymową i doskonaleniem dykcji. Odkrywanie własnego głosu i praca nad nim to fascynująca podróż, do której gorąco zapraszam. Nigdy nie jest za późno.